Jesteś Pacjentem Grupy LUX MED?
Chcesz otrzymywać informacje o specjalnych rabatach, bezpłatnych badaniach profilaktycznych oraz innych wydarzeniach w naszych placówkach?
Nawigacja
Słowo „miłość" w języku polskim wywodzi się od „miłosierdzia", stąd miłosierny bóg i miłość boska. Ale używało się także sformułowania „miłościwy pan", w szczególności mówiło się tak do różnego typu możnowładców. A taki możnowładca, chociażby właściciel kilku wsi pańszczyźnianych, który niekoniecznie musiał był miłościwy, no, chyba że odnosiłoby się to do „prawa pierwszej nocy" (lex primae noctis), na mocy którego „miłościwy pan" mógł spędzać pierwszą noc z każdą panną młodą zamieszkałą w jego wsi i, nie wyznając miłości, korzystać z wdzięków do woli.
A „kochanie" wywodzi się od „dotykania", czułego dotykania itp. Nasi przodkowie, chcąc wyrazić to, o czym dziś mówilibyśmy „miłość", z pewnością używaliby słowa pochodnego od czasownika „lubić". To stąd przecież wywodzi się „luba dzieweczka" i „lubczyk" - czyli napar powodujący stan zakochania. Ale przecież dzisiaj „lubić" to znacznie mniej niż „kochać"! No, chyba że po rosyjsku - ja ljublju tiebia - to bardzo gorące i jednoznaczne wyznanie. To zadziwiające, ale wyznanie miłości po niemiecku, fonetycznie - iś libe diś - także brzmi jakoś podobnie.
„Kochanie" wydaje się bardziej cielesne od „miłości", ale fakt, że kochać można także Boga, własną matkę i dziecko, niewątpliwie znacznie łagodzi cielesność rozumienia tego słowa.
Co jest najważniejszym organem miłości?
Takie właśnie pytanie zadano kiedyś studentowi podczas egzaminu z fizjologii. Biedak bardzo się męczył i po kolei wymieniał różne narządy, ale egzaminator oczekiwał, by student odpowiedział, że to mózg!
Bo właściwie cóż to jest „zakochanie"? Co powoduje, że kiedy spotykamy naszą drugą połowę lub w uniesieniu myślimy o niej, to przyspiesza puls i częściej oddychamy? Dla mózgu prawdopodobnie istnieje tylko język chemii. To wydzielające się na zakończeniach nerwowych tzw. neurotransmitery powodują, że coś drgnęło i coś zaiskrzyło. To neurotransmitery, takie jak fenyloetyloamina, serotonina i dopamina, rządzą żądzą. Działanie tego pierwszego jest podobne do euforycznego działania amfetaminy (które nie trwa długo). Ale stan uniesienia, jaki możemy sobie sami zafundować dzięki zakochaniu, trwa znacznie dłużej, czasami nawet kilka lat. Niestety, po dłuższym okresie wartość „wskaźnika zakochania" spada. Być może trwanie chemicznego stanu zakochania podporządkowane jest długości okresu godowego, trwaniu ciąży i czasowi potrzebnemu na wykarmienie oseska?
A co potem?
Po okresie intensywnej produkcji fenyloetyloaminy i dopaminy rozpoczyna się okres wzmożonej produkacji tzw. endorfin (czyli produkowanych przez sam organizm związków działających podobnie do morfiny). Dzięki tej substancji czujemy się bezpieczni i z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość. Prawdopodobnie to właśnie dzięki endorfinom ludzie mogą wytrwać w stałych związkach, ale nie wszyscy, niestety... Więc może udałoby się to leczyć? To zadziwiające, ale w podręcznikach medycznych nie można znaleźć niczego na ten temat. Owszem, pisze się o sztucznych wabikach (które - notabene - prawie nigdy nie działają), o feromonach, o „sposobach na ptaka". O lekach, które poprawią ukrwienie narządów płciowych itp. Ale tego typu informacje w rzeczywistości dotyczą tylko techniki, a nie medycyny ani psychologii. Więc chyba trzeba pozostać przy metodach tradycyjnych i liczyć, że się uda.
Może to, co się zaczęło dzięki fenyloetyloaminie, ma być tylko początkiem, a potem zostaje pogłębiająca się wzajemna akceptacja (przecież już znamy wszystkie swoje plusy i minusy) i ewolucja poglądów pozwalająca na zmianę ideału piękna, harmonii i temperamentu. Przecież wcale nierzadko ideałem młodości był wysoki brunet lub filigranowa blondynka, a partnerem życiowym - w rzeczywistości - zostaje krępy blondyn lub duża czarnula i wszystko przez tę fenyloetyloaminę...
Więc jaka jest ostateczna odpowiedź?
Oczywiście jednej odpowiedzi nie ma, ale przecież można skorzystać z mądrości życiowych zawartych w przysłowiach, więc...
dr n. med Medart Lech,
ginekolog, połoznik
Centrum Medyczne LUX MED w Warszawie